|
Po wielu doświadczeniach z zastosowaniem różnych ramion wykonywanych fabrycznie
do budowanych własnoręcznie gramofonów, po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw
oraz po próbach z ramieniem o długości 14 cali opartym o różne elementy z "odzysku"
jestem zdecydowany zrobić krok dalej i wykonać całkowicie samodzielnie:
lekkie i precyzyjne ramię które rozpoczyna nową linię moich wytworów.
Odsłuchy będące zwieńczeniem prac które prowadziłem dotychczas,
dały mi wiele radości, głównie dlatego, że pojawiło się w dźwięku wrażenie lekkości,
której brakowało przy klasycznych S-kach o długości do 10 cali.
A że od pomysłu do realizacji droga w moim przypadku jest niedaleka...
Rozpoczynam od nadania mu nazwy: będzie się nazywało "AD FONTES",
co oznacza mniej więcej - powrót do korzeni.
KARDAN
Jeżeli spojrzeć na klasyczne i przyzwoicie zrobione ramię do gramofonu klasy budżetowej,
widzimy, że za ruch obrotowy ramienia odpowiada łożysko oparte na dwóch wiankach złożonych z kulek.
Ruch ramienia w dół i w górę jest realizowany przy pomocy kolców obsadzonych w tulejach.
Mam nadzieję, że idea ta jest wystarczająco czytelnie pokazana na fotografii.
Fot. nr 1. Klasyczne ramię produkcji japońskiej
Liczba kulek i ich współpraca z bieżniami nie przypadła mi specjalnie do gustu,
więc postanowiłem zawiesić moje ramię prawie w powietrzu,
czyli na pojedynczych kuleczkach o średnicy około 2 mm.
Oczywiście będzie problem z prowadzeniem przewodów od wkładki
- niestety nie będzie rurki wewnątrz łożyska, ale tym zajmiemy się na końcu.
Aby zapewnić ruch ramienia w płaszczyznach poziomej i pionowej potrzeba trzech pierścieni.
Wytoczyłem je z aluminium aby nadać konstrukcji lekkość i jednocześnie stabilność.
Wykonane kiedyś ramię oparte o mosiężne pierścienie spisuje się znakomicie.
Brak mu tylko optycznej lekkości, stąd próba aluminiowa.
Fot. nr 2. Ramię z mosiądzu
Widoczne na fotografii elementy stanowią całość konstrukcji.
Pierścienie nawiercono pod kątem 90 stopni i nagwintowano.
Newralgicznym elementem są wkręty w których czołach wyfrezowano otwory do osadzenia kulek.
Element ślizgowy składa się więc z kulki i trzymających ją dwóch wkrętów.
Znakomitym pomysłem na uzyskanie półkulistych gniazd okazały się być zwykłe frezy dentystyczne,
tak zwane różyczki.
Montaż pierścieni i ich usytuowanie wzajemne,
kasowanie luzów i bezoporową - uwaga dowcip!!! - pracę uzyskujemy dokręcając śruby
i kontrując je nakrętkami.
Aby wszystko właściwie się ułożyło, docieramy cały układ przegubów kręcąc w lewo i prawo
(np. podczas sprawozdania z meczu naszych piłkarzy)...
Jeśli całość przetrwa mecz i nasze emocje opadną, sprawdzamy ewentualne luzy i kasujemy je.
Na koniec myjemy wszystko dokładnie w benzynie ekstrakcyjnej i zabezpieczamy śruby kropelką kleju.
Nie zaszkodzi posmarować leciutko kulki rzadkim olejem silikonowym.
Pierścień zewnętrzny jest nieruchomy i stanowi podstawę do której dokręciłem
trzpień wsuwany w tuleję z kołnierzem.
Tuleja pozwala na regulację całego ramienia w górę i w dół (VTA).
Kołnierz pozwala przytwierdzić ramię do podstawy.
Fot. nr 3. Elementy
Fot. nr 4. Złożone i gotowe do działania zawieszenie kardana
POZOSTAŁE ELEMENTY
Mając główny element - zawieszenie ramienia, przystąpiłem do zamocowania rurki z włókna węglowego.
Rurka przy długości 12 cali waży ok. 4,5 grama,
co w porównaniu z aluminiową rurką cienkościenną o tych samych wymiarach pozwala zaoszczędzić
ok. 3 gramów - to sporo.
Jest przy tym sztywna i przewodzi prąd, więc odpada kolejny kabelek do wyprowadzenia masy główki.
Stosując rurkę o długości 12 cali i doklejając główkę uzyskujemy ramię o długości ok. 13 cali.
Jeżeli mamy ochotę na więcej - nie ma problemu,
poza rosnącymi wymiarami podstawy na której to podstawie trzeba będzie w końcu to ramię przymocować.
Podstawa dla 14 cali ma ok. 50cm długości...
Sama główka została wykonana z aluminium i pozwala na dobranie kąta prowadzenia wkładki.
Główka została wklejona na rurkę.
Ponieważ czasami trzeba przekrzywić ramię z główką, rurka jest wsunięta w przegub i zablokowana wkrętami
- w razie konieczności wystarczy poluzować śrubki.
Całość musi być jeszcze zaopatrzona w przeciwwagę.
Zrobiłem ją z mosiądzu bo ciężki i łatwy do polerowania a zamocowałem mimośrodowo,
tak aby większość masy ulokować poniżej osi obrotu ramienia.
Dzięki temu dopasowałem się także do aktualnie obowiązujących trendów.
Ze względu na podeszły wiek nie mogłem zapomnieć o układzie opuszczania ramienia na płytę.
Kiedyś mógłbym się bez tego obyć ale teraz... rączki się trzęsą.
Poza wszystkim, ułatwia to znakomicie obsługę i eliminuje ten nieprzyjemny odgłos rysowania w poprzek
naszej ukochanej płyty.
Wykorzystałem coś z remanentów po rozbiórce zakupionych gramofonów z tzw. szrotu.
Dokładnie to samo zrobiłem, aby pozyskać zatrzaskowe urządzenie do blokowania ramienia na postoju.
Pozostało teraz tchnąć życie w to, co z mozołem stworzyłem, czyli wkładka i kabelki.
Poszukując cienkich i dobrych jakościowo przewodów przypomniałem sobie o wynalazku naszych pradziadów,
który powstał razem z radiem,
a miał na celu ograniczenie zjawiska naskórkowości w przesyłaniu prądów wielkiej częstotliwości.
Zjawisko to pojawia się czasem w literaturze audiofilskiej jako demon z którym bezwzględnie należy walczyć.
Nie wchodząc w zaułki naszego hobby oraz pamiętając to i owo ze studiów technicznych,
ignoruję naskórkowość, pozostaję jednak przy wspomnianym wynalazku czyli:
LICY WIELKIEJ CZĘSTOTLIWOŚCI.
Co to takiego? Pęczek drucików o mikroskopijnym przekroju, każdy zaizolowany emalią a całość w bawełence
- czyli bardzo po audiofilsku.
Wyciąganie takiej cienizny wymagało niebylejakiej miedzi!!!
Zastosuję licę 12 X 0,05 do poprowadzenia sygnału z wkładki do przedwzmacniacza.
Pozbycie się emalii i polutowanie tego wszystkiego opiera się na tajemnicy której nie zdradzę.
Poszukajcie w starych książkach dla radioamatorów z lat 20-50-tych.
Za to powiem, że przed wciągnięciem 4 przewodów do rurki dobrze jest oplot bawełniany pokolorować
na czerwono, niebiesko i zielono - biały już mamy, bo to naturalny kolor licy.
Unikamy pomyłek w podłączeniu wkładki.
Przewody musimy wyprowadzić na zewnątrz.
Niestety nie mamy innej możliwości jak otworek w naszej rurce i dyndający w powietrzu pęczek drutów.
Polecam zatrudnienie żony lub dziewczyny i zaplecenie ich przed montażem w warkoczyk.
Będziemy mieli sojusznika w naszych zmaganiach a dodatkowo porządnie to wygląda.
Do wyprowadzeń wkładki polecam wsuwki pozyskane ze starych główek,
lub zakupione na portalach typu ebay czy Allegro.
UWAGA: NIE WOLNO LUTOWAĆ NICZEGO DO WKŁADKI. GROZI TO UTRATĄ WKŁADKI NA ZAWSZE!!!
Fot. nr 5. Główka z wyprowadzonymi kabelkami
No i wygląda na to, że mamy wszystko! Zajęło nam to ok. 5 godzin wspaniałej zabawy...
Teraz trzeba to jakoś uzupełnić o talerz, napęd, podstawę i odpowiednio ustawić ramię przy pomocy szablonu.
Fot. nr 6. Ramię w całej okazałości
Andrzej Analogowy
|