Zróbmy długie ramię do gramofonu!!!

a do tego bardzo leciutkie...


AD FONTES | BONUS 1 - WINDA RAMIENIA | BONUS 2 - GRAMOFON


        .         .         .         .         .         .         .

WPROWADZENIE

Po wielu doświadczeniach z zastosowaniem różnych ramion wykonywanych fabrycznie do budowanych własnoręcznie gramofonów, po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw oraz po próbach z ramieniem o długości 14 cali opartym o różne elementy z "odzysku" jestem zdecydowany zrobić krok dalej i wykonać całkowicie samodzielnie: lekkie i precyzyjne ramię które rozpoczyna nową linię moich wytworów.
Odsłuchy będące zwieńczeniem prac które prowadziłem dotychczas, dały mi wiele radości, głównie dlatego, że pojawiło się w dźwięku wrażenie lekkości, której brakowało przy klasycznych S-kach o długości do 10 cali. A że od pomysłu do realizacji droga w moim przypadku jest niedaleka...

Rozpoczynam od nadania mu nazwy: będzie się nazywało "AD FONTES", co oznacza mniej więcej - powrót do korzeni.

KARDAN

Jeżeli spojrzeć na klasyczne i przyzwoicie zrobione ramię do gramofonu klasy budżetowej, widzimy, że za ruch obrotowy ramienia odpowiada łożysko oparte na dwóch wiankach złożonych z kulek. Ruch ramienia w dół i w górę jest realizowany przy pomocy kolców obsadzonych w tulejach.
Mam nadzieję, że idea ta jest wystarczająco czytelnie pokazana na fotografii.
Fot. nr 1. Klasyczne ramię produkcji japońskiej

Liczba kulek i ich współpraca z bieżniami nie przypadła mi specjalnie do gustu, więc postanowiłem zawiesić moje ramię prawie w powietrzu, czyli na pojedynczych kuleczkach o średnicy około 2 mm. Oczywiście będzie problem z prowadzeniem przewodów od wkładki - niestety nie będzie rurki wewnątrz łożyska, ale tym zajmiemy się na końcu.
Aby zapewnić ruch ramienia w płaszczyznach poziomej i pionowej potrzeba trzech pierścieni. Wytoczyłem je z aluminium aby nadać konstrukcji lekkość i jednocześnie stabilność. Wykonane kiedyś ramię oparte o mosiężne pierścienie spisuje się znakomicie. Brak mu tylko optycznej lekkości, stąd próba aluminiowa.
Fot. nr 2. Ramię z mosiądzu

Widoczne na fotografii elementy stanowią całość konstrukcji. Pierścienie nawiercono pod kątem 90 stopni i nagwintowano. Newralgicznym elementem są wkręty w których czołach wyfrezowano otwory do osadzenia kulek. Element ślizgowy składa się więc z kulki i trzymających ją dwóch wkrętów. Znakomitym pomysłem na uzyskanie półkulistych gniazd okazały się być zwykłe frezy dentystyczne, tak zwane różyczki. Montaż pierścieni i ich usytuowanie wzajemne, kasowanie luzów i bezoporową - uwaga dowcip!!! - pracę uzyskujemy dokręcając śruby i kontrując je nakrętkami. Aby wszystko właściwie się ułożyło, docieramy cały układ przegubów kręcąc w lewo i prawo (np. podczas sprawozdania z meczu naszych piłkarzy)... Jeśli całość przetrwa mecz i nasze emocje opadną, sprawdzamy ewentualne luzy i kasujemy je. Na koniec myjemy wszystko dokładnie w benzynie ekstrakcyjnej i zabezpieczamy śruby kropelką kleju. Nie zaszkodzi posmarować leciutko kulki rzadkim olejem silikonowym. Pierścień zewnętrzny jest nieruchomy i stanowi podstawę do której dokręciłem trzpień wsuwany w tuleję z kołnierzem. Tuleja pozwala na regulację całego ramienia w górę i w dół (VTA). Kołnierz pozwala przytwierdzić ramię do podstawy.


Fot. nr 3. Elementy

Fot. nr 4. Złożone i gotowe do działania zawieszenie kardana

POZOSTAŁE ELEMENTY

Mając główny element - zawieszenie ramienia, przystąpiłem do zamocowania rurki z włókna węglowego. Rurka przy długości 12 cali waży ok. 4,5 grama, co w porównaniu z aluminiową rurką cienkościenną o tych samych wymiarach pozwala zaoszczędzić ok. 3 gramów - to sporo. Jest przy tym sztywna i przewodzi prąd, więc odpada kolejny kabelek do wyprowadzenia masy główki. Stosując rurkę o długości 12 cali i doklejając główkę uzyskujemy ramię o długości ok. 13 cali. Jeżeli mamy ochotę na więcej - nie ma problemu, poza rosnącymi wymiarami podstawy na której to podstawie trzeba będzie w końcu to ramię przymocować. Podstawa dla 14 cali ma ok. 50cm długości...

Sama główka została wykonana z aluminium i pozwala na dobranie kąta prowadzenia wkładki. Główka została wklejona na rurkę. Ponieważ czasami trzeba przekrzywić ramię z główką, rurka jest wsunięta w przegub i zablokowana wkrętami - w razie konieczności wystarczy poluzować śrubki.
Całość musi być jeszcze zaopatrzona w przeciwwagę. Zrobiłem ją z mosiądzu bo ciężki i łatwy do polerowania a zamocowałem mimośrodowo, tak aby większość masy ulokować poniżej osi obrotu ramienia. Dzięki temu dopasowałem się także do aktualnie obowiązujących trendów.
Ze względu na podeszły wiek nie mogłem zapomnieć o układzie opuszczania ramienia na płytę. Kiedyś mógłbym się bez tego obyć ale teraz... rączki się trzęsą. Poza wszystkim, ułatwia to znakomicie obsługę i eliminuje ten nieprzyjemny odgłos rysowania w poprzek naszej ukochanej płyty. Wykorzystałem coś z remanentów po rozbiórce zakupionych gramofonów z tzw. szrotu. Dokładnie to samo zrobiłem, aby pozyskać zatrzaskowe urządzenie do blokowania ramienia na postoju.

Pozostało teraz tchnąć życie w to, co z mozołem stworzyłem, czyli wkładka i kabelki. Poszukując cienkich i dobrych jakościowo przewodów przypomniałem sobie o wynalazku naszych pradziadów, który powstał razem z radiem, a miał na celu ograniczenie zjawiska naskórkowości w przesyłaniu prądów wielkiej częstotliwości. Zjawisko to pojawia się czasem w literaturze audiofilskiej jako demon z którym bezwzględnie należy walczyć. Nie wchodząc w zaułki naszego hobby oraz pamiętając to i owo ze studiów technicznych, ignoruję naskórkowość, pozostaję jednak przy wspomnianym wynalazku czyli: LICY WIELKIEJ CZĘSTOTLIWOŚCI. Co to takiego? Pęczek drucików o mikroskopijnym przekroju, każdy zaizolowany emalią a całość w bawełence - czyli bardzo po audiofilsku. Wyciąganie takiej cienizny wymagało niebylejakiej miedzi!!! Zastosuję licę 12 X 0,05 do poprowadzenia sygnału z wkładki do przedwzmacniacza.
Pozbycie się emalii i polutowanie tego wszystkiego opiera się na tajemnicy której nie zdradzę. Poszukajcie w starych książkach dla radioamatorów z lat 20-50-tych. Za to powiem, że przed wciągnięciem 4 przewodów do rurki dobrze jest oplot bawełniany pokolorować na czerwono, niebiesko i zielono - biały już mamy, bo to naturalny kolor licy. Unikamy pomyłek w podłączeniu wkładki. Przewody musimy wyprowadzić na zewnątrz. Niestety nie mamy innej możliwości jak otworek w naszej rurce i dyndający w powietrzu pęczek drutów. Polecam zatrudnienie żony lub dziewczyny i zaplecenie ich przed montażem w warkoczyk. Będziemy mieli sojusznika w naszych zmaganiach a dodatkowo porządnie to wygląda.
Do wyprowadzeń wkładki polecam wsuwki pozyskane ze starych główek, lub zakupione na portalach typu ebay czy Allegro.

UWAGA: NIE WOLNO LUTOWAĆ NICZEGO DO WKŁADKI. GROZI TO UTRATĄ WKŁADKI NA ZAWSZE!!!
Fot. nr 5. Główka z wyprowadzonymi kabelkami

No i wygląda na to, że mamy wszystko! Zajęło nam to ok. 5 godzin wspaniałej zabawy... Teraz trzeba to jakoś uzupełnić o talerz, napęd, podstawę i odpowiednio ustawić ramię przy pomocy szablonu.
Fot. nr 6. Ramię w całej okazałości

Andrzej Analogowy




AD FONTES | BONUS 1 - WINDA RAMIENIA | BONUS 2 - GRAMOFON



design tomant